29

Lut

2016

A mury runą…

Jestem biegaczem „dokładnym” (tj. nie biegam powoli, tylko dokładnie 🙂 ). Łatwiej przychodzi mi przetruchtać spokojnie 40 km, niż pobiec żwawo dyszkę.

Zdawało mi się, że nigdy nie zdołam przekroczyć bariery pod nazwą 1 GODZINA na dystansie 10 km. Dotychczasowe próby kończyły się tym, że nie biegłam sama, tylko w towarzystwie siostry KOLKI i kuzynki ZADYSZKI…

Wychodził też brak doświadczenia w biegach masowych: wszyscy dookoła pędzą
i niepostrzeżenie narzucają mi za szybkie dla mnie tempo. A jak za szybko, to panie Kolka
i Zadyszka już są przy mnie i trzeba zwolnić, a najczęściej przejść do marszu. W efekcie wyniki były gorsze, niż na treningowych wybieganiach.

No właśnie! Samotne treningi a zawody biegowe to zupełnie różne światy. Granica między mobilizującą siłą rywalizacji a przekroczeniem własnych możliwości jest bardzo cienka
i trzeba się nauczyć usłyszeć w tym tłumie swój organizm. Nie przekroczyć punktu, po którym on się po prostu zbuntuje…

Dlatego moim celem w biegach masowych jest trzymać się swojego zakresu tempa z lekką mobilizacją in plus i dobiec do mety, a po drodze nie spotkać wyżej wymienionej „rodzinki”…
No i udało się!
Pierwszy bieg w sezonie: Bieg Tropem Wilczym Pamięci Żołnierzy Wyklętych – czas netto 00:57:53! Życiówka poprawiona o 2’36’’. Zajęłam 17 miejsce wśród kobiet w mojej kategorii wiekowej.
I jestem z siebie dumna… a co?!

Nie wiem, czy większa bariera była w nogach czy w głowie… Jedno jest pewne, ten mur runął!

PS. Nie bez znaczenia było to, że nie przerwałam treningów na zimę. Biegałam, chodziłam
z kijami, korzystałam z zajęć Cardio. I wreszcie nie bez znaczenia jest przynależność do grupy pozytywnie nakręconych biegaczy – dzięki ZAGNAŃSK BIEGA!

KATARZYNA WDOWCZYK

Tropem Wiczym